Księga

inni
ty


Ja


|| O mnie || Dodaj do ulubionych

Minęło

2008
sierpien (2)

2009
kwiecień (1)
maj (1)
czerwiec (1)




Ile..?

Jesteś

Ulubieni

krejzi4ju

Kluby








Dzień, w którym pękło niebo >> sobota, 20 czerwca 2009 22:34:59
Znowu to się stało. Pękło mi niebo nad głową, ale, o dziwy!, żaden jego kawałek nie spadł mi na głowę i nie zabił. To był szok, jak kubeł zimnej wody. Nigdy w życiu nie zapomnę tego widoku, na który serce stanęło w miejscu. Nigdy tak bardzo się nie zawiodłam, nigdy. Ale najgorsze jest to, że znowu wplątuję się w taką samą sytuację, jak wtedy. Znowu jest ktoś, kto zwrócił moją uwagę, znowu nie ma go przy mnie, znowu jest gdzieś w moich myślach. A ja zaplątuję się w nich na nowo, na nowo wymyślam coraz nowsze zakręty. I znowu nie będę mogła zapomnieć i będzie bolało tak strasznie mocno. Bo za każdym razem boli bardziej.
komentarze [0]

Touch me, I'm hungry >> niedziela, 31 maja 2009 23:14:16
Chcę, żeby mnie dotykał, dotykał mnie wszędzie, nawet tam, gdzie ja nie mogę, gdzie nie ma mnie samej! Codziennie tylko o nim myęlę, o jego dłoniach, ustach, który mnie dotykają. Wszędzie. W każdym zakamarku mojego ciała. Chcę, żeby mnie dotknął...
komentarze [0]

Me gustas tu. >> piątek, 24 kwietnia 2009 18:07:24
I need some sleep. You can’t go on like his. What it what I’ve always missed it? Everyone’s have… You just can’t let it go… I need some sleep. I’m into deep and the wheels keep spinning round.

Tym razem zakochałam się chyba naprawdę. Kiedyś zawsze to uczucie nieodmiennie wiązało się u mnie z bólem. Czułam jakąś pustkę, brak, a jednocześnie nie potrafiłam zdobyć się na żaden ruch. Teraz jest inaczej. Nie płaczę, nic nie boli. Tylko czasami czegoś brakuje. Jednak jestem szczęśliwa, uśmiecham się, myśl o nim wywołuje uśmiech, ciepło w sercu. I chociaż zdaję sobie sprawę z Rego, że może nic nie wyjść z moich marzeń, jestem dziwnie spokojna. Nie złoszczę się, nie płaczę, świat się nie wali. I jednocześnie wyzwala się we mnie jakaś wola działania, której nikłym wyrazem jest choćby ten codzienny uśmiech i zwykłe „cześć”. Postanowiłam sobie coś zrobić, walczyć, o ile to możliwe na moje siły, by coś ruszyć do przodu. Czy to się uda? Teraz jestem optymistka i wierzę. Ale nie wiem.

Me gusta soñar, me gustas tú
Me gusta la mar, me gustas tú
Me gusta la lluvia, me gustas tú
Me gusta volver, me gustas tú
Me gusta la noche
Me gusta la guitarra, me gustas tú
Me gusta el reggae, me gustas tú
Me gusta la castaña, me gustas tú
Me gusta Guatemala, me gustas tú

komentarze [0]

Zieleń ją pochłonęła na zabój >> poniedziałek, 18 sierpnia 2008 17:49:17
I znowu polały się z nieba krople deszczu, gdy rozmawiali po raz pierwszy. Wtedy nie pomyślała ta biedna dziewczyna, co ją czeka, nie przyszło jej na myśl, że jednak stanie się to, czego tak się bała i On będzie dla niej ważny. On też pewnie nie przypuszczał. I tak chodzili mokrymi ulicami, codziennie, senne poranki spowijały ich młode twarze mgiełką tajemnicy. Ona wiele razy myślała o tym, co też zdarzy się między nimi, czy to może jednak to, czego się bała? Otrzeźwienie przyszło szybko, gdy z uśmiechem na twarzy jej wyśniony bóg seksu oznajmił, że szczęśliwie zatopił swe oczy w pewnym pięknym dziewczęciu. Pomyślała "trudno" i powróciła marzeniami do starego księcia, wróciła do wieży i znowu zagnieździła się w cieplutkim pokoiku ze ścianami zbudowanymi ze strachu. Tam było tak bezpiecznie, żaden zły, męski zwierzak nie dosięgnął jej tam swoimi pazurami, nie wyciągał łap, by klepnąć ją w tyłek, by bezczelnie objąć i powiedzieć, że wpadnie na herbatkę. Tak nienawidziła zalotów wiejskich prostaczków, a tylko takie dotąd jej się przytrafiały. Straciła nadzieję na to, że po zmianie środowiska ktoś inny pojawi się ze swoimi mieszczańskimi, nowoczesnymi, kulturalnymi konkurami. Cóż, żaden adorator nie pukał do drzwi wieży, bo nic go nie zachęcało, zbyt szczelne zamknięcie, zbyt trwałe zamki, a klucza brak. A tymczasem zaświeciło słońce i poczuła ogień. Tak, pomyślała, że może by tak swego towarzysza codziennych porannych spacerów uczynić obiektem swoich starań (nie, to złe słowo, o staraniach w jej przypadku nie może być mowy). I tak dobrnęli do czerwca, krocząc obok siebie codziennie i coraz lepiej poznając swoje odmienne duszyczki. Przygrzało słońce i powoli zaczęli zrzucać z siebie maski pozorów. On, oczywiście, był pierwszy, bo ona nigdy w swoim krótkim życiu nie zdobyłaby sie na ten krok. Stało się, powiedziała to słowo na "t" i tym przesądziła o swojej najbliższej przyszłości. Zieleń pochłonęła ja bez reszty, na najbliższe miesiące była już stracona. Teraz tylko zieleń, jak wcześniej rankiem syciła się zielenią oczu, by popołudniami rozmyślać o niej bez końca, tak teraz nasyciła się nimi na cały tydzień, trwający dłużej niż wieczność, spowiła ją zieleń, zabójczo seksowna zieleń. Otaczała ja całą mroczna, tajemnicza, pociągająca swoją zielenią aura i tak miało pozostać na długo. Zielone oczy zawsze były jej marzeniem, a teraz, och, teraz miała nadzieję posiąść je w całości tylko dla siebie, na długi czas. jedno słowo "tak" zanurzyło ją w tej zieleni i sprawiło, że choć przez krótki czas była tak bardzo szczęśliwa. Ach, dlaczego to słowo tak krótko gościło na jej ustach? Dlaczego w najważniejszym momencie gdzieś się zabłąkało, nie przyszło z pomocą? Już zawsze będzie sobie wyrzucać mała biedna idiotka, że nie potrafiła zatrzymać tego słówka, że przez nie straciła nadzieję i zieleń sie trochę zatarła. Ale o tym jeszcze nie teraz. Teraz zieleń lśni swoim najgłębszym odcieniem.
komentarze [0]

Pierwszy (oby nie ostatni). >> sobota, 2 sierpnia 2008 01:18:41
Tak, tak, zaczynamy. Ja tu piszę, Proszę Państwa, by się wygadać, znaczy się, wypisać, by o pewnej pogmatwanej niby-pseudo-miłości opowiedzieć. No i tak... Ona była młoda, niektórzy mówią, że za młoda na miłość. On też był tak samo młody, ale licho wie, co tam o nim mówili. A może był jeszcze inny On? Dobrze, teraz nie będziemy zastanawiać się nad innymi "Onymi", nie będziemy zadawać pytań, bo tu teraz o Ich imiona chodzi. Muszą sie jakoś nazywać, prawda, coby się lepiej pisało o nich. Ją nazwijmy, przykładowo, Julia (to tak pasuje do historii o miłości), ale z nim już będzie trudniej. Trudno wymyślić imię dla kogoś, kto już je posiada,a gdy czytam o niemieckich cesarzach, Adenauerze czy widzę "Jądro ciemności", nie potrafię nie widzieć tej twarzy. To imię zrosło się z nim na zawsze. Ale i tak nazwiemy go Dawid.
Albo nie, nie będę używać imion. Bez nich będzie lepiej.
Ona się w nim zakochała pewnego deszczowego poranka, tak wtedy padał deszcz, krople spływały po szybach, zupełnie tak samo, jak teraz spływają czasem po jej policzkach, strugi wody płynęły środkiem ulicy,a ona go zobaczyła. Nie, może źle to napisałam, wtedy jeszcze go nie kochała, po prostu zauważyła go, bo był inny, błysnął zielonymi oczami i naiwna dziewczynka pomyślała, ze ten oto facet ma w sobie coś, czego ona szuka, że jest nieziemsko seksowny, a to, że cholernie nie pasował do jej koncepcji idealnego mężczyzny nie miało znaczenia. Od tej pory dni płynęły,a oni nie myśleli jedno o drugim, bo i po co, bo przecież świat gnał do przodu a oni tylko ze spokojem rejestrowali swoje istnienie nie obdarzając się ani krztyna zainteresowania. On nie próżnował, korzystał z tego, co mu jego krótkie życie dawało i w tym czasie miewał parę krótkich historii niby-miłosnych, ale bez happy endu. Ona natomiast, naiwna księżniczka w szklanej wieży, w której sama siebie zamyka, czekała ciągle na księcia, bo to takie typowe dla niej, żeby głupio stać, gdy inni biegną i tylko czekać, gdy inni szukają. A księcia nie było, oni codziennie sie mijali, a deszcz ciągle padał na ich twarze, ale nie dostrzegali w kroplach swoich odbitych twarzy. Potem przyszedł śnieg i znowu coś ja tknęło, że to on, zresztą, kto wie, może jego też? Ale tego i tak nie mogła wiedzieć. I wtedy przyszła wiosna, która wepchnęła gdzieś pomiędzy nich słońce z jego promieniami i podgrzała atmosferę. Ale nie od razu sie wszystko stało (choć właściwie nie stało się nic, w tym cały sens tej historii), na to trzeba było czasu, bo ona nie była chodzącą seksbombą, na która od razu rzucają się tabuny śliniących sie facetów z błąkającym się na ustach pytaniem "Umówisz się ze mną?". A i on nie był takim typem, co to od razu, gdy zobaczy na oczy dziewczynę, której wygląd nie pozbawia wzroku, wyznaje dozgonną miłość i trzyma za rękę, powtarzając, ze już na zawsze i do końca świata. Nie byli tacy. I nie pasowali do siebie. Kto by pomyślał, że typ spod ciemnej gwiazdy i nieśmiała dziewczynka z dobrego domu mogą rozmyślać o sobie, gdy nikt nie patrzy? Nikt by nie pomyślał, bo oni z innej bajki byli i chyba sami doskonale o tym wiedzieli. I nikt nie wie, jaki jest koniec tej historii, bo ta historia końca nie ma. Oni idą dalej do przodu i ciągle tę historię tworzą, zaskakując codziennie coraz to nowymi rozdziałami. I ta historia końca nie ma.
komentarze [1]






| Lay&html by kReJzI dla freelove |